„— One najwyraźniej rozmawiają o nas.
— To jest rodzina Ska — wyjaśnił poważnie Indianin.
— Czy mogę go pogłaskać
— Nie teraz. Musi się przyzwyczaić do ciebie. Pamiętaj, że bobry mają bardzo ostre zęby. Ale chodźmy stąd, odrywamy je od pracy. Mały lud musi gromadzić żywność na zimę.
Powstał ostrożnie, żeby nie potrącić Ska. Karoi ruszył za nim. Kiedy dotarli do ujścia strumienia, obejrzał się. Zobaczył bobry żwawo maszerujące ku pierwszym drzewom lasu.
— Czy będziesz pamiętał, że mały lud żyje ze mną w przyjaźni
— Tego widowiska nie zapomnę do końca życia.
— To dobrze. Wiesz, dlaczego cię tu przyprowadziłem
— No... żebym zobaczył bobry...
— Nie tylko dlatego. Obawiałem się, że któregoś dnia sam odkryjesz ten zakątek, a wówczas jakiż los czekałby mały lud
— Co masz na myśli
— Broń, która niesie śmierć. Ale teraz mogę być spokojny. Czy nie tak, Tankaczan Czy nie tak, mój biały bracie
Spadł śnieg i stopniał w ciągu kilku godzin. Tylko na najwyższych szczytach przetrwał aż do wieczora. Ale w nocy rozszalała się zawierucha. Huraganowy wiatr napędził chmur, które zwaliły na ziemię cały swój ładunek. Kurniawa trwała jeszcze przez dzień i noc następną. Gdy wreszcie słońce zabłysło na czystym niebie, ukazało oczom Karola pofałdowaną przestrzeń bieli, która okryła lasy i doliny. Na szczęście mróz nie był wielki, a mieszkalna grota znajdowała się w miejscu zacisznym, otoczona murem skał. Również w ukrytej dolince cicho było i bezwietrznie, chociaż w dole, nad płaszczyzną prerii Karol dostrzegł srebrzystą kurzawę — oznakę gwałtownego wiatru. Ba, gdybyż jeszcze chatajaskinia miała piec!“(5)
Bet365 |Perfumy z feromonami |torby ekologiczne