„Kompletnym natomiast fiaskiem zakończyły się wszelkie próby umuzykalnienia. Pianino — szacowny instrument jakiejś austriackiej firmy, zajmowało honorowe miejsce w naszym salonie. I nigdy mi nawet na myśl nie przyszło, że stanie się ono narzędziem tortur. Aczkolwiek byłem ogólnie wrażliwy na dźwięki muzyki, to jednak całkowicie pozbawiony daru jej wykonywania. Tymczasem panna Matkowska, moja nauczycielka, aplikowała mi nie kończące się palcowe wprawki i różnotonacyjne gamy, które odbębniałem z wściekłością w sercu. Nie umiałem zsynchronizować prawej ręki z akordami lewej. Nie przypominam też sobie, abym kiedykolwiek wygrał płynnie najłatwiejszą bodaj piosenkę z tzw. Szkoły Różyckiego. Na nic się zdały wysiłki panny Matkowskiej. Nie pomagały również ani perswazje, ani mamine prośby. Nie szło mi i koniec.
Ale i na moją ulicę zawitało wreszcie słońce. Szczęśliwy przypadek sprawił, że właśnie w czasie jednej z lekcji przyszedł do domu ojciec. Posłuchał chwilę kakofonii dźwięków dochodzących z salonu i stwierdził krótko
— Na nerwach ten smarkacz dobrze grać potrafi, lecz na pianinie nigdy się nie nauczy!
Tak to dobiegła kresu moja muzyczna męka. Wkrótce jednak zawisł mi nad głową nowy miecz Damoklesa — musiałem pójść do szkoły.“(2)
<<<< Wieś leżała tuż
| Ale któregoś dnia o znacznie >>>>
kraje |sale konferencyjne olsztyn |inwestycje mieszkaniowe lublin